Dzieci potrzebują granic. Nie ma chyba dorosłego, który choć raz nie usłyszał lub nie przeczytał podobnego zdania. Wielu rodziców przychodzących do psychologa prosi o pomoc w stawianiu dzieciom granic. Z tym, że tych granic tak naprawdę nie trzeba stawiać, bo one po prostu istnieją, wystarczy je dziecku pokazać. Problem pojawia sie wtedy, gdy sami dorośli mają kłopot z ich dostrzeżeniem. Albo widzą je tam gdzie ich nie ma…

Granice, wyznaczanie granic, uczenie granic to wszystko terminy bardzo użyteczne – ja sama się nimi bardzo często posługuję – choć często też nadużywane i mylnie interpretowane. Ponieważ narosło wokół nich zbyt wiele nieporozumień, przedstawiam krótki kurs granic dla naturalnych rodziców.

Granice ma każdy z nas. Tak jak granice państwa służą do tego, aby wiedzieć, gdzie się ono znajduje, tak samo nasze granice są po to, byśmy wiedzieli, gdzie kończy się jeden a zaczyna drugi człowiek. Nie tylko jego ciało, ale też jego „dusza”. Na tym opierają się wszystkie relacje pomiędzy ludźmi. Niestety według psychologów problemy w rozumieniu i pokazywaniu innym swoich granic ma coraz więcej osób.

Każde dziecko rodząc się ma już i rozpoznaje swoje granice. Jest to rozpoznawanie i wiedza na poziomie noworodka. Granice takiego malucha są ściśle związane z jego potrzebami . Dziecko po prostu czuje, kiedy jest mu dobrze, kiedy jest szczęśliwe, kiedy wszystkie jego potrzeby są zaspokojone. Wie też, kiedy cierpi i kiedy czegoś mu brakuje, choć nie zawsze wie czego.

Prawdopodobnie granice niemowlęcia są szersze niż nasze. Zapewne maluch uważa, że razem z mamą stanowi jedność. Zresztą przez dziewięć miesięcy właściwie, przynajmniej z jego punktu widzenia, tak było. Małe dziecko nie zawsze odróżnia emocje matki od swoich, ma też wrażenie, że mama zna jego myśli i przeżycia. Pierwsze lata życia dziecko spędza na coraz doskonalszym wyodrębnianiu granic swoich i cudzych.

Ważnym odkryciem wczesnego dzieciństwa jest fakt, że mama jest odrębną osobą. Czasem czuje co innego niż ja, czasem nie rozumie o co mi chodzi, czasem wreszcie prosi bym chwilę poczekał. Jest to bardzo trudna nauka, dlatego dobrze, gdy dziecko dostaje ją w małych porcjach.

Druga lekcja dotyczy granic własnych możliwości. Dziecko doświadcza ich gdy chce coś zrobić, coś osiągnąć, ale nie bardzo mu się to udaje. Wtedy pojawia się frustracja i jeśli tylko nie przekracza pewnego poziomu , jest pozytywnym elementem rozwoju każdej istoty. Co więcej jest elementem niezbędnym. To nauka o tym, że nasze możliwości mają swoje granice. Ale też źródło największej satysfakcji, gdy uczymy się nowych rzeczy.

W tych osiągnięciach nie warto przeszkadzać, bo jak już się pewnie domyślacie, dziecko potrafi sobie z nimi samo świetnie poradzić.

Co to znaczy nie przeszkadzać?

* Pozwolić dziecku na przeżywanie błędów i porażek, które samo sobie funduje
* Nie uprzedzać ich mówieniem: nie uda ci się, przewrócisz się
* Nie robić z nich tragedii
* Nie stawiać nadmiernych wymagań
* Nie popychać dziecka do przodu wtedy, kiedy ono samo nie jest do tego gotowe
* Nie porównywać umiejętności dzieci, nie komentować przy nich: Jaś już od miesiąca raczkuje a Marysia…
* Nie zgadywać myśli dziecka i nie spełniać jego życzeń zanim poprosi
* Nie dawać mu zbyt długo czekać, kiedy już pokaże czego potrzebuje, bo stres z tym związany uniemożliwia mu naukę cierpliwości
* Jeśli dziecko musi poczekać warto dać mu sygnał, że usłyszeliśmy jego prośbę i zaspokoimy jego potrzebę za chwilę

 

Opracowała: Iwona Namysł

Bip

Ramowy rozkład dnia

Kubusiowe Kuchcikowo